poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Wielkanocne dekoracje II



Druga część Wielkanocnych dekoracji :) Tym razem zabawiłam się w malowanie jajek. Ponieważ jakiegoś specjalnego talentu malarskiego nie mam, pomalowałam jajeczka różową farbą, a na nich zrobiłam szybkie rysunki białą kredą. W ten sposób możecie zrobić np spersonalizowane jajeczka dla waszych gości na wielkanocne śniadanko :) Pomysł podkradłam z bloga Enjoy our home, który zawsze mnie czym zainspiruje :) 




I jeszcze kompozycja ze skorupek, tulipanków, przepiórczych jajek, no i jak przystało na Wielkanoc obowiązkowo kurki, która dzielnie pilnuje całego zmieszania :) A już w kolejnym poście, dekoracja stołu :) Zaglądajcie zatem :)


piątek, 11 kwietnia 2014

Pasztet domowy

Kochani, za chwilkę Wielkanoc, więc pomyślałam, że wrzucę Wam sprawdzony przepis na przepyszny pasztet domowej roboty. Jest to zdecydowanie najlepszy swojski pasztet jaki jadłam :) 


Składniki:

1 kg wieprzowiny
1 kg wołowiny
1/2 kg surowego boczku lub podgardla
3 średnie cebule, obrane i pokrojone w grube plastry
1/2 podłużnej bułki np. paryskiej pokrojonej w plastry
5 dkg wątróbki (opcjonalnie)
4 - 5 jajek
2 łyżeczki soli, świeżo zmielony pieprz
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
smalec do wysmarowania formy
słonina, pokrojona w cienkie plasterki
bułka tarta

oraz przyprawy do zagotowania: 2 listki laurowe, 6-8 ziarenek ziela angielskiego, 10 ziarenek czarnego pieprzu

Przygotowanie:

  • Przyprawy gotować przez 7 minut w małej ilości wody. Powinno pozostać 1/2 szklanki wywaru.
  • Mięso pokroić na małe kawałki około 3 x 3 cm i włożyć do dużego garnka. Boczek ułożyć na spód, następnie mięso (wieprzowinę, wołowinę), dalej cebule. Posolić i dodać przecedzony zimny wywar z przypraw. Zagotować na dużym ogniu, następnie wymieszać i dusić pod przykryciem na małym ogniu aż do miękkości mięsa, przez około 1,5 godziny. Pod koniec gotowania dodać bułkę. Wątróbkę sparzyć we wrzątku przez około 3 minuty.
  • Po wystudzeniu mięsa, najlepiej na następny dzień, trzykrotnie zmielić mięso oraz wątróbkę w maszynce do mięsa. Następnie dodać żółtka, wymieszać, dodać sól, pieprz oraz gałkę muszkatołową. Na koniec delikatnie połączyć z ubitymi białkami.
  • Dwie wąskie i podłużne formy o długości 30 cm wysmarować smalcem, boki i dno wyłożyć plasterkami słoniny. Posypać bułką tartą. Wyłożyć masę mięsną, dobrze docisnąć, aby nie pozostały wewnątrz pęcherze powietrza. Wstawić do nagrzanego do 200 stopni piekarnika i piec przez ok 1,5 godziny.
Przepis zaczerpnięty z mojej ulubionej strony kulinarnej, czyli z Kwestii Smaku.


Smacznego :)

wtorek, 8 kwietnia 2014

Ramoneska Zara

Ciekawostka z Wiatrakowa :) Czy wiecie, że w Holandii prawie w ogóle nie ma bilbordów na ulicach? 

Kiedy po raz pierwszy tutaj przyjechałam, to była pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy.  Po drodze z lotniska do domu, przemierzyliśmy pół Holandii, a bilbordy mogłabym policzyć na palcach.  Ulice wydają się być takie puste, przez to nawet może trochę smutne. Stojąc w korku, nie można się pogapić na ładne dziewczyny wyskakujące z reklam, ani nawet na przystojnych facetów w garniturach :) Sama nie wiem z czego to wynika. Czy szkoda im kasy na reklamę, czy może nie chcą rozpraszać kierowców, a może po prostu dbają o to, żeby koło drogi nie zrobił się chaos. Chyba zrobię jakiś wywiad, dlaczego w Holandii tak mało bilbordów mają, bo spokoju mi to nie daje.

I jeszcze słów kilka odnośnie dzisiejszego zestawu. Wreszcie kupiłam ramoneskę! Jej, ale ja się jej naszukałam, chyba z pół roku, albo nawet więcej. Albo była za krótka, albo za długa, albo za prosta, albo za bardzo udziwniona. No i kilka dni temu, zupełnie przypadkiem znalazłam soją idealną w Zarze :) Jest cudowna, leciutka, lekko wcięta, nadaje ładny kobiecy kształt sylwetce i odkąd ją kupiłam nie rozstaję się z nią na krok. Coś czuję, że to będzie mój numer jeden na wiosnę :) Ramoneskę połączyłam z wiosennym trendem, czyli paskami i torebką z RI, którą też znalazłam przypadkiem, przy okazji poszukiwań idealnej baby blue. Baby blue dalej nie znalazłam, ale ta skradła moje serce. Do tego od razu dorwałam wygodne butki i mam zestaw na co dzień, na zakupy, do miasta i na wypad z koleżankami :) Jak wam się podobam w takim wydaniu? :)












ramoneska - Zara
bluzka - H&M
torebka - RI
buty - RI
spodnie - Pepe Jeans
szalik - Mango

sobota, 5 kwietnia 2014

Hotel Secret Royal Beach - Dominikana

Hotel Secret Royal Beach to zdecydowanie najlepszy i najpiękniejszy hotel w jakim byliśmy. Naprawdę, gdybym nawet bardzo się starła, to ciężko znaleźć jakieś minusy. Jest to przykład idealnego hotelu na wakacje all inclusive. A jedną w największych zalet jest to, że jest to hotel dla dorosłych, więc tym samym idealny na podróż poślubną.








Pokoje - bardzo przyjemne. Czyściutkie. Sprzątane chyba ze dwa razy dziennie. Zawsze zostawiali nam w pokoju jakąś niespodziankę, albo kwiatki, albo czekoladki, albo jakieś łabądki z ręczników. No i najważniejsze, ponieważ Resort naprawdę spory i przejście z pokoju, który znajdował się prawie przy samej plaży do lobby w którym odbywały się codziennie jakieś animacje zajmowało trochę czasu mogliśmy zadzwonić zawsze po boya hotelowego, który przyjeżdżał po nas wózkiem golfowym i zawoził bez najmniejszego problemu. A najlepsze jest to że nigdy nie trzeba było na niego dłużej czekać niż 5 mi :) niesamowite :)





O obsłudze już wam troszkę pisałam. Pracują tam niesamowici ludzie. Aż trudno w to uwierzyć, że za każdym razem kiedy wchodziliśmy do restauracji personel witał nas po imieniu :) Za każdym razem dostawaliśmy kelnera, który się nami opiekował przy kolacji. Ich uprzejmość naprawdę nie do opisania. Nigdzie więcej jak do tej pory z taką uprzejmością się nie spotkałam. 

























Jedzonko - PRZEPYSZNE - przepięknie podane, normalnie chodziłam do bufetu po trzy razy. Codziennie był jakiś tematyczny wieczór, jakiś inny rodzaj kuchni. Włoska, Japońska, Chińska, Tradycjonalna i kilka innych. Naprawdę każdy znalazł coś dla siebie. A najpyszniejsze to były desery :) Uwielbiałam je po prostu :) Na plaży też codziennie coś się działo, albo jakaś paelia albo świeżusieńkie kokosy, albo jakiś grill. Żyć nie umierać. Bardzo duża ilość tematycznych restauracji. W samym Secret były trzy restauracje, z których można było codziennie korzystać, ale można też korzystać z  siedmiu restauracji należących to znajdującego się zaraz obok Larimar Punta Cana Resort. Można też korzystać z ich barów i basenów. Także nawet jeśli by komuś nie spasowało jedzonko w głównej restauracji to i tak codziennie mógł się stołować w jednej z restauracji a la carte.












Rozrywki - ech, czego tam nie było. W związku z tym, że można było korzystać także z atrakji hotelowych Larimar czasami trudno było się zdecydować co wieczorem robić. Przede wszystkim codziennie był jakiś koncert i codziennie inny zespół na żywo. Do tego różnego rodzaju pokazy, albo jakichś akrobatów na linach, albo ziewanie ogniem, albo pozy jakichś tańców. Było też casyno od którego musiałam Marcela trzymać z daleka, bo Argentyński przyjaciel od organków codziennie chciał mi go tam wyciągać :) hehhh...ci faceci :) Poza tym w ciągu dnia cały czas coś się działo. Rano joga na plaży - coś wspaniałego :) Później aqua aerobic, kurs tańca, nauka robienia drinków, różnego rodzaju degustacje, pokazy. Nawet spędzając całe dnie na terenie hotelu nie można było się nawet przez pięć minut nudzić :)


















I jeszcze kilka wschodów słońca :)























I tym miłym akcentem kończymy opowieści z Dominikany :) Mam nadzieję, że się wam podobało :) Kolejne opowieści będą z...no właśnie...jakieś życzenia? :)