niedziela, 5 lipca 2015

Hawana - Playas del Este

Trzeci dzień w Hawanie postanowiliśmy spędzić na plaży. W tym celu udaliśmy się zaraz po śniadanku do Parku Centralnego skąd odjeżdża autobus na Playas del Estas. Najlepiej dostać się tam autobusem turystycznym Hop On Hop Off, to jest dokładnie linia nr 3 i on zawozi nas w 25 min na najpiękniejsze plaże w okolicach Hawany. Właśnie, przy okazji kilka słów na temat plaż na Kubie. Kiedy kilka lat temu wyobrażałam sobie Kubę i moją podróż tam, byłam pewna, że cała Kuba, a przynajmniej całe jej wybrzeże usłane jest pięknymi białymi plażami, z jeszcze piękniejszymi gajami palmowymi. Otóż kochani, wcale tak nie jest. O piękne plaże na Kubie bardzo ciężko. Oczywiście słowo piękne można różnie definiować, dla kogoś kto widział tylko polskie morze, każda plaża na Kubie bez wyjątku będzie piękna, ale dla kogoś kto już trochę pozwiedzał, to słowo przybiera innego znaczenia. Wg nas plaże na Dominikanie były zdecydowanie piękniejsze, nie wspominając już o jakości hotelów. Tak więc jeśli ktoś wybiera się na plażowanie i ma zamiar leżeć plackiem dwa tygodnie z all inc to od razu mówię, żeby sobie szukał jakiegoś innego kierunku. Kuba to kierunek do zwiedzania, do poznania ciekawej kultury, do pojeżdżenia na koniach wzdłuż plantacji tytoniu, do połażenia po górach w Baracoa, wykąpaniu się w w wodospadzie, posłuchaniu dobrej muzyki w Santiago de Cuba. No chyba, że ktoś ma do dyspozycji 3-4 tygodnie, to oczywiście kilka ostatnich dni spedzonych na plaży będzie idealnym zakończeniem wspaniałej wyparawy. Sama zmieniałam nasz plan podróży chyba z 10 razy i dopiero w dwóch ostatnich wariantach z planu całkiem wyrzuciałam plażowanie. Najzwyczajniej w świecie szkoda było mi czasu na leżenie na plaży, które dodatkowo były nam kompletnie nie po drodze. Chciałam zobaczyć najwięcej ile się da, bo zwykle nie wracamy w te same miejsca, a plaże to niestety nie jest najmocniejszy punkt Kuby. Oczywiście co kilka dni znajdowaliśmy się na jakiejś plaży, ale to było bardziej, żeby coś zjeść, wypić drinka i trochę odsapnąć.

czwartek, 2 lipca 2015

Strój Plażowy

Kochani mamy lato! Wreszcie przyszło! Nie wiem jak u was, ale u mnie w tym tygodniu termometry pokazują ponad 30 stopni! Generalnie takie upały we Wiatrakowie to rzadkość, więc tym bardziej cieszę się jak dziecko. Jak dla mnie takie temperatury mogłyby być codziennie i nawet raz bym złego słowa nie powiedziała :) Kocham słonce, od razu chce się żyć i mam jakieś takie pokłady nieskończonej energii :) Skoro mamy lato i słońce to jest to idealny moment na post z moim ulubionym strojem plażowym. Tę sukienkę znalazłam gdzieś przez przypadek jeszcze zimą w jednym z Amsterdamskich butików i od razu wiedziałam, że pojedzie ze mną na Kubę :) Strój kąpielowy też nie przypadkowy, bo kupiłam go specjalnie do tej sukienki. Brakowało w mojej kolekcji czegoś właśnie z takim wiązaniem. Do tego kolor idealnie komponuje się z turkusowym morzem karaibskim :) No i moja kolekcja strojów kąpielowych ( zdecydowanie większa niż butów:)) wzbogaciła się o kolejną sztukę :) A wy gotowi jesteście na rozpoczęcie wakacji? Stroje kąpielowe zakupione?

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Curry z kurczakiem i mango

Jeśli lubicie szybkie i proste potrawy, które dzięki zaledwie kilku składnikom potrafią wywołać uśmiecha na twarzy jedzącego to właśnie mam dla was idealnie danie. Na naszym stole gości już od dobrych kilku lat, choć ostatnio troszkę zapomniane, bo ciągle jakieś nowe przepisy wynajduję. Zawsze zanim jadę na zakupy kontroluję co jest w lodówce i co można jeszcze zużyć. Tak właśnie kilka dni temu trafiłam na pół puszki mleka kokosowego i resztki świeżej kolendry. Od razu przypomniał mi się ten przepis. Wystarczyło dokupić kurczaka, mango i obiad gotowy! (reszta składników zawsze na wyposażeniu szafki:)) Od razu mówię, że nawet ci którzy nie lubią łączyć mięsa z owocami (czytaj Marcel) z błagającym uśmiechem będą prosić o dokładkę :) Pyszny kurczak, który dzięki marynacie rozpływa się w ustach, do tego słodko kwaśne mango z lekko pikantną nutą chili. Palce lizać!

piątek, 26 czerwca 2015

Sesja zdjęciowa - Amsterdam


Dziś mam dla was kochani troszkę inny wpis. Tak, żebyście trochę od tej Kuby odpoczęli, bo wiadomo co za dużo to nie zdrowo :) Pisałam wam już , że jakiś czas temu mieliśmy okazję gościć we Wiatrakowie pewną sympatyczną parę z Indonezji. Byli w Europie w podróży "przedślubnej" (jakiś taki zwyczaj u nich inny niż u nas) i wykorzystując tę okazji poprosili nas o zrobienie zdjęć w Holandii, a później w Paryżu. To nie była zwykła sesja jaką robimy z holenderskimi parami. To było całe przedsięwzięcie. Był pan stylista i makijażysta, 4 walizki sukien i to nie byle jakich, ta na poniższych zdjęciach to tylko jedna z 6 :) Do tego cały arsenał butów i innych dodatków :) Byli naprawdę perfekcyjnie przygotowani do zdjęć. Ja przygotowałam całą resztę :) Już kilka tygodni wcześniej szukałam w Amsterdamie ciekawych miejsc na zdjęcia, bo mimo, że kiedyś byłam tam codziennie, to pod kątem takich zdjęć na Amsterdam nigdy nie patrzyłam. Balony to był pomysł w ostatniej chwili, jak tylko zobaczyłam sukienkę. Dziś tylko malutki ułamek tego co zrobiliśmy w tym dniu. Ciekawa jestem jak się wam spodoba :) No i oczywiście zapraszamy wszystkie pary zainteresowane zdjęciami w Holandii. Mogą to być zdjęcia zaręczynowe, love shoot, czy też sesja ślubna :) W kolejnych postach będą inne ciekawe miejsca, które specjalnie na tę okazję wyszperałam dla naszej pary :) No i jak się wam podoba? Kto przyjeżdża do nas na zdjęcia? :)

wtorek, 23 czerwca 2015

Hawana dzień 2

Drugi dzień zaczynamy skoro świt. Ciężko się przestawić na nowy czas. Budzimy się wcześnie rano, co ma swoje plusy, bo cały dzień przed nami. Śniadanko już na nas czeka, najpierw salaterka pysznych owocków, pyszne ciepłe bułeczki, omlet, ser żółty, szynka i dwa różne soki, a do tego ponoć pyszna kawa, przynajmniej tak twierdził Marcel, ja nie pijam więc nie wiem. Ufff...no to mi ulżyło, to znaczy, że coś oprócz jajek mają tutaj do jedzenia :) Po obfitym śniadaniu idziemy na miasto. Marcel pyta gdzie idziemy, a ja nie mam pojęcia. Wczoraj poszliśmy na prawo od casy to dziś pójdziemy na lewo. Nie uszliśmy jednak daleko, kiedy zaczepił nas taksówkarz rowerowy. Taki pocieszny chłopak z dredami, mocno się starał żebyśmy go wynajęli na godzinę. Chciał nam pokazać kilka miejsc, które odwiedzają najczęściej turyści. Zgodziliśmy się pod warunkiem, że nas do nich nie zabierze, tylko pokarze właśnie miejsca, do których turyście nie docierają, ewentualnie do miejsc ciekawych z fotograficznego punktu widzenia. Ochoczo się zgodził, ale w efekcie końcowym chyba nie do końca się zrozumieliśmy, no ale tak to jest jak się człowiek hiszpańskiego nie nauczył. Jedziemy. Po kilku minutach zobaczyłam niewielki targ, poprosiłam, żeby się zatrzymał. Nie wiem czemu, ale strasznie lubię fotografować targowiska, są takie naturalne, kolorowe, no i przede wszystkim bez turystów. Nasz BIC-taksówkarz od razu nam powiedział, że jeśli chcemy fotografować ludzi, to musimy każdej z osób zapłacić 1CUC. No cóż, widać że na Kubie zrobiło się gorzej niż w Azji. Wszędzie doją z ciebie kasę jak mogą. Nie robiliśmy zatem żadnych portretów, poza kotem, no ale to na szczęście było bezpłatne :)

niedziela, 21 czerwca 2015

Słońce, kwiaty i salsa

Pakując się na Kubę starałam się zabrać ze sobą jak najmniej rzeczy. Mieliśmy ze sobą jeden duży bagaż, podręczą walizkę i plecak ze sprzętem fotograficznym. Mimo to udało mi się w zasadzie na każdy z 14 dni mieć inny zestaw. Wakacje w tropikach mają tę zaletę, że wystarczą cieniutkie topy i krótkie spodenki czy też spódniczki. Niestety nie udało mi się wszystkich zestawów sfotografować, bo jakoś na wakacjach o tym nie myślę, ale na pewno w każdym dniu pojawi się jakieś jedno zdjęcie na którym widać co mam na sobie. Zresztą nie wiem czemu, ale jak poproszę Marcela, żeby mi zrobił zdjęcie stylizacji to i tak wychodzi z tego zdjęcie wakacyjne, a nie fashion, chyba widoki za bardzo rozpraszają jego uwagę :) No w każdym bądź razie dziś taka prosta propozycja wakacyjna. Spódniczka w kwiatki (chyba pierwszy raz widzicie mnie na blogu w mini) i krótka bluzeczka, która idealnie wpisała się w Kubańskie klimaty :)

środa, 17 czerwca 2015

Zapiekanka warzywna cajun

Pisząc ostatnio posta o zdrowym odżywianiu KLIK obiecałam wam przepis na PRZEPYSZNE danie bez mięsa. Wiem, że większość z waszych połówków nie wyobraża sobie bezmięsnego obiadu. Też kiedyś mieliśmy ten problem, dlatego też nieustannie szukam ciekawych przepisów, które mimo, że bez mięsa dają nam poczucie sytości i nie będziemy musieli po 30 minutach od zjedzenia obiadu zaglądać do lodówki. Przepis dostałam od znajomej, która kiedyś taki pyszny obiadek nam przygotowała, od tej pory jest w naszym stałym menu i robię ją raz w miesiącu. Co jest zatem w tej zapiekance takiego nadzwyczajnego? Przede wszystkim kremowy smak, który nadaje nam połączenie mascarpone, parmezanu z przyprawą cajun (proszę nie mylić z pieprzem cayenne). Przyznam szczerze, że nie znałam tej przyprawy wcześniej i bardzo tego żałuję, bo pewno już dawno używałabym jej w kuchni. Jest lekko pikantna, paprykowa i bardzo aromatyczna. Zapach podczas pieczenia niesamowity. Zawsze robię zapiekankę z całej porcji, a potem na drugi dzień odgrzewam. Jest jeszcze pyszniejsza niż poprzedniego dnia. Nie skłamię, jeśli napiszę, że to jest najlepsza zapiekanka ever jaką jadłam! Wiadomo, nie można jej jeść zbyt często, bo jednak zawiera sporą ilość sera a tym samym kalorii, ale uwierzcie mi, że jest tak pyszna, że będziecie wylizywać talerze, a nawet patelnię :) Acha no i oczywiście dobór warzyw możecie sobie zmieniać wg własnego uznania. Ja od siebie dodałam szpinak i pomidorki, ale równie dobrze można dodać fasolkę szparagową, czy też brokuła. Eksperymentujcie!